Moje plany to wygrać wojnę i ożenić się
Mieszkaniec Odessy o pseudonimie „John” przeszedł przez piekło od pierwszych dni inwazji na pełną skalę: brał udział w bitwach pod Prypecią w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia, o Switłogorsk, Izyum, Bachmut, Robotyn, Orichowo, Marinkę i wiele innych.
Przez cały ten okres musiał zmieniać nie tylko jednostki bojowe, ale także specjalizacje wojskowe - John był zwiadowcą, saperem, strzelcem maszynowym, a ostatecznie został medykiem bojowym.
Po długim okresie leczenia i niezdolności do dalszej służby w jednostkach szturmowych, mieszkaniec Odessy znalazł miejsce, co zaskakujące, w Legii Międzynarodowej, wśród zagranicznych ochotników.
Służba w Siłach Zbrojnych Ukrainy, początek wojny i znajomość z Legionem
John wstąpił do Sił Zbrojnych Ukrainy w wieku 18 lat, w 2019 roku. Zaciągnął się do 132 Oddzielnego Batalionu Rozpoznania Powietrznego, gdzie służył przez 4 lata.
Z Odessy do granicy z Białorusią
Godzinę po rozpoczęciu wojny John siedział już na pancerzu transportera opancerzonego, kierując się w stronę granicy z Białorusią, w okolice Prypeci. To właśnie tam znajdował się jeden z kierunków rosyjskiej inwazji z Białorusi:
- Tak zaczęła się dla mnie wojna. O 6 rano siedziałem już na transporterze opakowanym amunicją. Najciekawsze jest to, że poprzedniej nocy odpoczywałem z moją dziewczyną, a ona powiedziała mi: „A co jeśli wybuchnie wojna...”. Wtedy odpowiedziałem jej: „Jaka... wojna?” - wspomina John. "Najpierw była granica białoruska, tzw. operacja kijowska, potem przerzucono nas do Swiatohirska. Tam zostaliśmy zepchnięci za rzekę, a klasztor wciąż był tam taki piękny, może wiesz. Potem przeniesiono nas do Izyum, operacja Izyum. Tam zostałem po raz pierwszy ranny. Potem zabrano nas, by uzupełnić zapasy. Wróciliśmy do Bakhmut. Potem było Robotyne, Orichowo, w obwodzie zaporoskim.
Po tym, co przeszedł, John miał wszelkie podstawy prawne, by odejść ze służby. Ktoś inny z pewnością skorzystałby z tej okazji. Swoją decyzję o pozostaniu spadochroniarz uzasadnia bardzo prosto:
- Jeśli wszyscy będą myśleć w ten sposób, to na pewno przegramy tę wojnę.
Sekret przetrwania w Odessie
W ciągu trzech lat wojny John odniósł kilka skomplikowanych obrażeń: od rozstępów, dronów kamikadze - po granaty zrzucane z drona wprost do okopu:
- 60 procent sukcesu to zawsze szczęście. Ostatnie obrażenia odniosłem w lutym ubiegłego roku. Wioska Andriivka. Walili w nas z dronów i pocisków. Nie zwracaliśmy już uwagi na moździerze i artylerię, wiesz, to cię nie trafia, w przeciwieństwie do dronów. Najtrudniej było, gdy wrzucili nam do „okopu” „jajka” (parę dwóch granatów - red.). Pancerz mnie uratował, napastnik mnie uratował, ale moje ramię zostało lekko uszkodzone: dwie kości zostały złamane - paskudne złamanie brzeżne!" - wspomina legionista.
Janowi udało się jednak nie tylko przeżyć, ale i dalej skutecznie walczyć w szeregach Legii Międzynarodowej, do której został przeniesiony po ostatnim zranieniu w Marynce:
- Szczerze mówiąc, to jedna z najlepszych jednostek, w jakich służyłem, bo mam do czego porównać. Odpowiednie dowodzenie, brak sowieckości. Wiesz, kiedy wszystko jest „zgodnie z zasadami”. Tutaj czegoś takiego nie ma. Wszystko jest jasne: zajęcia, szkolenia.
Co się dzieje na froncie osobistym
John jest sierotą, który dorastał bez rodziców, ale w Odessie znalazł nową rodzinę: poznał dziewczynę, a jej rodzice zaakceptowali Johna jako swojego syna. Jednak nawet jego ukochana nie mogła wpłynąć na decyzję Johna o kontynuowaniu służby po kontuzji.
- Moja dziewczyna nie powiedziała mi nic poza matami. Powiedziała, że jestem idiotą. W rzeczywistości mnie rozumie, ale nie ułatwia jej to życia" - wyjaśnia.
Po wojnie John, jak większość żołnierzy, marzy o byciu w ciszy, osiedleniu się gdzieś w domu, by nikt mu nie przeszkadzał. To nie dziwi, bo wojna w Ukrainie jest niepodobna do żadnej innej i zmienia się każdego dnia. A na linii frontu jest głośniej niż kiedykolwiek:
- Najlepiej z widokiem na rzekę, kominkiem i kredensem z dobrym alkoholem oraz dużą, dużą biblioteką. To jest moje marzenie, a moje plany to wygrać wojnę i ożenić się.