Andriy Komynar 3rd ILDU

To jest moja ziemia, a moja wiara – walczyć o tę ziemię – Andrij Komynar

Przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na pełną skalę wrócił z zagranicy, aby odbyć szkolenie wojskowe, bo rozumiał: wkrótce się zacznie. Po ukończeniu katedry przygotowania oficerów rezerwy Narodowego Uniwersytetu Obrony Ukrainy, Andrij natychmiast dołączył do wojska. Legionista zna język angielski i hiszpański, rozumie polski i portugalski, czyta po hebrajsku. Potrafi posługiwać się praktycznie wszystkimi rodzajami broni strzeleckiej. Brał udział w walkach w rejonie Bachmutu, Czasiw Jaru, Słowiańska, Drużkiwki, Konstantynówki oraz na kierunku kupiańskim. Swoje drzewo genealogiczne pamięta dalej niż do piątego pokolenia, a rzadkie wolne chwile poświęca na wędrówki w góry, pisanie książki i wyrób broni białej. Dla niego Międzynarodowy Legion to mała Siczy Zaporoska, która jednoczy najlepszych według głosu serca.

Trzeci Legion – oddział specjalny. Jego profil to rozpoznanie i szturm. Jednak ze względu na zmianę specyfiki wojny legioniści muszą brać udział także w działaniach pozycyjnych:

 

 

Bachmut to najstraszniejsze i najcięższe walki, jakie w ogóle prowadziła jakakolwiek armia, to było po prostu piekło – wspomina. – Ale mimo to, nasi żołnierze zdołali zniszczyć siłę żywą wroga w bardzo dużych ilościach. Nasz batalion wspierał 92. Brygadę w przeprowadzaniu udanego kontrataku na charkowskim teatrze działań wojennych. Tam nasi chłopcy pokazali się z jak najlepszej strony. Niestety, mieliśmy zabitych i rannych. Ale batalion wyróżnia się tym, że nie mamy dużych strat w zabitych. Walczymy rozumem, a nie liczbą, jak to robi nasz wróg.

 

 

Wierzą w Boga i nienawidzą komunizmu

 

 

W Międzynarodowych Legionach stosuje się język dowodzenia odpowiedni do składu zespołu. Oficer zajmował się rekrutacją i formowaniem jednych z pierwszych w Ukrainie grup bojowych złożonych z hiszpańskojęzycznych ochotników:

 

 

Mamy bardzo wielu legionistów z Kolumbii. Pomimo dość liberalnej postawy ich władz, ci ludzie przyjeżdżają do Ukrainy, oddają swoje życie, zdrowie i jako żołnierze są jednymi z najlepszych, z jakimi miałem okazję pracować. Oczywiście, Ukraińcy są najlepszymi żołnierzami na świecie, ale mogę powiedzieć, że Kolumbijczycy są naprawdę wytrwali, odważni, skromni, nie odmawiają zadań. Swoim narodowym charakterem bardzo przypominają Ukraińców. Mają wiarę, ponad wszystko cenią rodzinę, z szacunkiem podchodzą do przygotowania jedzenia, dobrze wiedzą, czym jest komunizm i dlatego są gotowi z nim walczyć. Bo w Ameryce Łacińskiej swego czasu próbowano przeprowadzić serię komunistycznych przewrotów. W niektórych krajach, jak na Kubie, się to udało. W innych – nie. Ci ludzie rozumieją rosyjsko-komunistyczne zagrożenie dla świata i walczą z nim u nas, aby to nie stało się w ich krajach.

 

 

Bezstrachni ludzie dokonują wielkich czynów

 

 

Zagraniczni ochotnicy wielokrotnie demonstrowali niesamowite możliwości bojowe:

 

 

W listopadzie 2023 roku zebrałem w naszym batalionie pierwszą w pełni hiszpańskojęzyczną grupę. Już na trzeciej misji ta grupa urządziła zasadzkę na moskali i zniszczyła, według potwierdzonych informacji, 12 orków (prawdopodobnie więcej). Byli to rosyjscy więźniowie zmobilizowani na front. Przy rozsądnych działaniach możemy niszczyć wroga, możemy zwyciężać. Potem były inne grupy kolumbijskie i brazylijskie. Wchodziły daleko na tyły wroga i pokazywały, jak bezstrachni ludzie mogą dokonywać wielkich czynów.

 

 

O tych, którzy nie pozwalają utracić wiary

 

 

W szeregach legionu walczą także Amerykanie, Brazylijczycy, Włosi, Niemcy, ochotnicy z Norwegii, Turcji, Wielkiej Brytanii i wielu innych krajów. To niemal zawsze ludzie, którzy rozumieją, że współpraca reżimów totalitarnych stanowi dziś zagrożenie globalne:

 

 

Moskwa atakuje nas nieustannie, niszczy naszą infrastrukturę cywilną, zabija naszych ludzi: cywilów, kobiety, dzieci. Cały świat to widzi, i ochotnicy przyjeżdżają tutaj, aby zatrzymać zabójstwa, przywrócić sprawiedliwość, zatrzymać wroga i go zniszczyć. Wielka Brytania rzeczywiście stała się teraz niezawodnym sojusznikiem Ukrainy. Wspierają nas, a ich ochotnicy walczą za Ukrainę. Bo przeciwko nam walczy nie tylko Moskwa, ale i takie kraje jak Chiny, Korea Północna, Iran. To państwa, które otwarcie wspierają moskiewsko-bolszewicką agresję, nie boję się tego słowa. Kraje o ustroju komunistycznym z jakiegoś powodu sprzyjają właśnie Moskwie. Tymczasem nasi prawdziwi sojusznicy to ludzie, którzy przyjeżdżają tu na wizach turystycznych. Ludzie dobrej woli, którzy przyjeżdżają do Ukrainy, aby walczyć ze światowym złem. Ci ludzie płacą nie politycznymi deklaracjami, pieniędzmi czy majątkiem, ale własną krwią, nierzadko życiem. I jesteśmy im naprawdę wdzięczni, bo najcenniejsze jest ludzkie życie. Ich czyny to znacznie więcej niż wsparcie na polu walki. To coś, co nie pozwala nam samym utracić wiary.

 

O celach, motywacji i orkach

 

 

Przez lata wojny ramię w ramię z zagranicznymi ochotnikami legionista dobrze poznał ich motywację:

 

 

Niektórzy mówią, że przyjeżdżają do nas dla pieniędzy. Żadne pieniądze nie są warte życia. Oni przyjeżdżają tutaj, aby pomóc Ukrainie, bronić Europy, wywalczyć bezpieczeństwo dla świata. I oni naprawdę są ochotnikami. W Moskwie już płacą ponad 50 tysięcy dolarów. Ale wróg po prostu rzuca swoich żołnierzy na śmierć. Rosjanie nie ewakuują rannych, nawet jeśli mają możliwość. Dla nich to nie jest ważne. Dla nich liczy się tylko ten atak. To naprawdę orkowie. Nie mają zasad moralnych, o które my walczymy.

 

 

Ludzie – to, co najcenniejsze

 

 

Ratowanie rannych towarzyszy broni to jedna z najtrudniejszych operacji i bardzo wymowny czynnik dziś, gdy pole bitwy jest praktycznie całkowicie kontrolowane przez drony:

 

 

Jeden z moich żołnierzy stracił nogę w walce, bo punkt obserwacyjny przed pozycjami wroga był zaminowany. Ranny został ewakuowany. Nie zostawiamy naszych żołnierzy na polu walki. To odróżnia nas od moskowitów, którzy zostawiają swoich ludzi, nie ewakuują ich. Dla nich ludzie to mięso. Dla nas ludzie to najcenniejsze, co mamy. Wiele razy cudzoziemcy i Ukraińcy ratowali się nawzajem, ryzykując własnym życiem. Żołnierz z 92. brygady, z którą współpracujemy bezpośrednio, o pseudonimie “Johnny”, zginął, kiedy ewakuował naszego cudzoziemca z legionu. Obcokrajowiec przeżył, a Johnny niestety zginął. Dla nas nasi przyjaciele są świętością. Nie zdradzamy przyjaciół. Pracujemy razem ramię w ramię i walczymy z wrogiem.

 

 

O strachu, światopoglądzie i samokontroli

 

 

Legionista musiał działać pod ostrzałem artyleryjskim, bombardowaniami lotniczymi, gdy obok eksplodowały miny moździerzowe i amunicja kasetowa. Andrij zachowuje filozoficzne spojrzenie na kwestię samokontroli:

 

 

Strach jest naturalny. Zawsze jest obecny. Ale w warunkach bojowych nigdy nie złapałem się na tym, że chciałbym “znaleźć się gdzieś daleko stąd”. Trzeba rozumieć, że to wojna: tutaj albo pan, albo zginiesz.

 

 

O 92. Brygadzie Szturmowej

 

 

Walki to ciężka próba. Ze względu na specyfikę współczesnej wojny rzadko można usłyszeć pochlebne opinie o współdziałających jednostkach. Ale oficer wysoko ceni żołnierzy 92. Oddzielnej Brygady Szturmowej, z którą 3. Międzynarodowy Legion zwykle wykonuje zadania:

 

 

Mają bardzo dobrze rozwiniętą pracę z dronami i wielokrotnie odczuwaliśmy, jak ważne jest jakościowe wsparcie z powietrza. Piechota to teraz główna siła, którą trzeba postawić na zajętych pozycjach. My szturmujemy pozycje, wchodzimy tam, a ktoś musi nas zastąpić i utrzymać te pozycje. To trudna praca. Czasami nawet trudniejsza niż szturm. Niestety, na wojnie problemy szturmowców z piechotą są tradycyjne. Piechota zajmuje pozycje z opóźnieniem albo się gubi. Ale 92. brygada bardzo dobrze z nami współdziała. Nieraz nas ratowali, zawsze starali się na czas wprowadzić piechotę, umocnić się. Ich piechota jest na wysokim poziomie. Choć często walczą ludzie po 45. roku życia – ci ludzie idą i wykonują zadania. Zajmują pozycje, trzymają je do końca, nie ustępują przed wrogiem. W 92. brygadzie są bardzo silni piechurzy.

 

 

Braterstwo wolnych ludzi

 

 

Z wyjątkowym ciepłem Andrij mówi o swoim oddzielnym batalionie specjalnym:

 

 

Dla mnie Legion to braterstwo ludzi, którzy weszli na ścieżkę wojny z naszym odwiecznym wrogiem – Moskwą, która chce nie tylko zdobyć Ukrainę, ale podbić cały Wolny Świat. To braterstwo wolnych ludzi. Taka mała Siczy Zaporoska, która łączy w sobie najlepszych według głosu serca. Gdyby nie ten głos, obcokrajowcy nie przyjeżdżaliby do nas. Nie walczyliby w naszych szeregach. Zagraniczni ochotnicy ufają Ukraińcom. Byłem bezpośrednio zaangażowany w rekrutację i wiem, jak to działa, jak bardzo ludzie chcą do nas dołączyć. Jak często przyjeżdżają z myślą, by trafić właśnie do naszego 3. Międzynarodowego Legionu. Bo jesteśmy, jak by nie było, jednymi z najlepszych!

 

 

 

Tekst, zdjęcia: Wołodymyr Patola

 


Wideo, montaż: Ołeksandr Łoś