Glenna ILDU

„Po wojnie — albo uniwersytet, albo własny bar. Ale na pewno zostaję w Ukrainie” — Glenna „BabyDoc”

Kiedy Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę, Glenna Manchego — amerykańska medyczka bojowa z Utah, znana pod pseudonimem „BabyDoc” — śledziła wiadomości tysiące kilometrów od linii frontu. Odległość nie stała jednak na przeszkodzie poczuciu osobistej odpowiedzialności.

Mając za sobą zarówno szkolenie medyczne, jak i wojskowe, wiedziała, że jej umiejętności mogą uratować życie tam, gdzie każdego dnia rozstrzyga się kwestia życia i śmierci. Podczas gdy świat dopiero próbował ogarnąć skalę katastrofy, Glenna podjęła decyzję, która zmieniła jej życie na wiele lat:

 

 

„Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wiadomości o pełnoskalowej inwazji, zrozumiałam, że mogę zrobić znacznie więcej niż tylko siedzieć w domu, przekazywać pieniądze czy udostępniać posty w mediach społecznościowych. Wysłałam swoje CV do ukraińskiego konsulatu w Kalifornii z prostą wiadomością: chcę zostać wolontariuszką. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że naprawdę zostanę przyjęta. Ale dwa tygodnie później dostałam wiadomość: „Tak, możesz przyjechać. Oto dokąd masz lecieć, tutaj przekroczysz granicę””.

 

 

Minęły cztery lata. W tym czasie Ukraina stała się dla Glenny czymś znacznie większym niż tylko miejscem służby:

 

 

„Kocham Kijów. To chyba moje ulubione miasto. I jedno z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek widziałam. Zawsze jest tu co robić, z kim się spotkać i co odkrywać. To miasto ma energię, której nie da się opisać, dopóki nie poczuje się jej na własnej skórze”.

 

 

Jej pierwsze wrażenia z Ukrainy były jednak zupełnie inne. Przez prawie rok od przyjazdu nie miała kontaktu z codziennym, cywilnym życiem kraju:

 

 

„Służyłam w Charkowie i wtedy w mieście było bardzo mało ludzi. Ulice często były puste, a codzienne życie zupełnie nie przypominało tego z czasów pokoju”.

 

 

Z czasem zaczęła odkrywać inną Ukrainę — nie tylko kraj wojny, ale też ludzi, kulturę i miejskie życie:

 

 

„Z czasem zaczynasz widzieć, jak wygląda życie tutaj poza wojną. I to bardzo uspokaja. W pewnym sensie przypomina mi to dom w Stanach Zjednoczonych. Ukraińcy są niezwykle gościnni i otwarci wobec cudzoziemców. A ukraińskie miasta zajęły szczególne miejsce w moim sercu. Pokazały mi nie tylko odporność tego kraju, ale też jego ciepło, kulturę i człowieczeństwo”.

 

 

Na początku swojej służby Glenna trafiła do jednego z międzynarodowych oddziałów szturmowych. Ukraińcy stanowili tam głównie kadrę dowódczą, a resztę personelu tworzyli ochotnicy z zagranicy, głównie z krajów anglojęzycznych.

 

 

Później dołączyła do Drugiego Międzynarodowego Legionu Obrony Ukrainy, gdzie współpraca między ukraińskimi i zagranicznymi żołnierzami była znacznie bliższa. Służyła ramię w ramię z Ukraińcami w piechocie, medycynie i innych jednostkach.

 

 

To doświadczenie pozwoliło jej lepiej zrozumieć ludzi, z którymi zdecydowała się zostać. Jak mówi, ukraińscy żołnierze są dla niej jednym z głównych źródeł inspiracji:

 

 

„Cudzoziemcy przyjeżdżają tu z różnych powodów. Dla jednych to kwestie finansowe. Dla innych — szczera chęć pomocy. Każdy ma własny powód. Ale motywacja Ukraińców jest bardzo jasna. Bronią swojej ojczyzny, swoich rodzin i prawa do bycia Ukraińcami. Przebywanie z nimi i służba obok nich bardzo inspiruje. Podnosi morale i stale przypomina, dlaczego tu jesteś”.

 

 

Obecnie Glenna pracuje głównie na punktach stabilizacyjnych i podczas ewakuacji rannych. Jak przyznaje, najtrudniejsza jest dla niej psychiczna strona tej pracy:

 

 

„Najtrudniejsze w tej pracy jest patrzenie, jak twoi przyjaciele, bracia i siostry cierpią z powodu ogromnego bólu i ciężkich obrażeń, podczas gdy ty desperacko próbujesz uratować im życie. Czasem, mimo wszystkich wysiłków, nie możesz im pomóc. I umierają ci na rękach”.

 

 

Taka praca wymaga nie tylko umiejętności medycznych, ale też ogromnej odporności emocjonalnej. Jak podkreśla Glenna, współczucie jest jednocześnie jej największą siłą i największym wyzwaniem:

 

 

„Pamiętam słowa jednego z naszych instruktorów z kursu medycznego. Zostały ze mną na zawsze: „Pojawiasz się u kogoś w najgorszym dniu jego życia, żeby być jego najlepszym przyjacielem”. W takich warunkach bardzo trudno zachować dystans — cudzy ból przechodzi przez ciebie i zostawia głęboki ślad”.

 

 

Kolejnym wyzwaniem była bariera językowa:

 

 

„Uczenie się nowego języka z zupełnie innym alfabetem w dorosłym wieku nie jest łatwe. Czasami to nie tyle złość, co frustracja. Ale wiem, że jestem w Ukrainie i powinnam znać ukraiński, więc się uczę”.

 

 

Z czasem zaczęła się adaptacja:

 

 

„Kiedy służyłam w oddziale szturmowym, językiem roboczym był angielski. Ale jednocześnie uczyliśmy się podstawowych ukraińskich słów i komend, żeby komunikacja była szybsza i bardziej precyzyjna”.

 

 

W mniej intensywnych sytuacjach pomagały technologie i prosta komunikacja niewerbalna:

 

 

„Google Translate bardzo pomaga, szczególnie że działa offline. Czasem wystarczą gesty. W medycynie jest też łatwiej, bo wiele terminów i nazw leków jest podobnych w różnych językach”.

 

 

Służba jest wyczerpująca fizycznie i psychicznie. Dlatego Glenna musiała znaleźć sposób na utrzymanie równowagi:

 

 

„Nazywam to równowagą między pracą a życiem. W dni wolne zaczynasz doceniać proste rzeczy: zmywanie naczyń, pranie, codzienne czynności, które przypominają życie sprzed wojny. Spacer, wyjście z psem, spotkanie ze znajomymi, muzeum czy nawet bar — choć nie popieram picia alkoholu. To właśnie pomaga mi zachować zdrowy rozsądek”.

 

 

Dla Glenny wojna w Ukrainie przestała być czymś odległym. Nie traktuje swojej służby jako tymczasowego etapu, lecz jako długoterminowe zobowiązanie.

 

 

„Dziękuję wam za to, co robicie. Nie tylko bronicie swojego domu — pokazujecie całemu światu, czym jest Ukraina. Inspirujecie całe pokolenia na całym świecie do walki o swoją tożsamość, przekonania i ojczyznę. To naprawdę inspirujące. Trzymacie dziś linię obrony demokracji, wolnego świata i przyszłości”.

 

 

Jeśli chodzi o przyszłość, Glenna patrzy na nią z ostrożnym optymizmem:

 

 

„Po wojnie planuję mieszkać w Ukrainie i wrócić na studia. Albo otworzyć własny bar — szanse są teraz pół na pół. Taki mam plan na przyszłość”.

 

 

 

Tekst: Dmytro Tołkaczow

 

Wideo, zdjęcia: Volodymyr Patola

 

Montaż: Oleksandr Bekker