April Huggett: Przyjechała, by nieść pomoc, została, by bronić Ukrainy. Część 4
Co pozostaje po czterech latach wojny? Dla Kanadyjki April Huggett, która przyjechała do Ukrainy jako wolontariuszka, a później została medyczką bojową, odpowiedzią nie jest duma, lecz wdzięczność — wdzięczność za każdym razem, gdy jej żołnierze wracają żywi. Wojna ją zmieniła, odebrała jej część samej siebie i sprawiła, że Ukraina z kraju, do którego przyjechała pomagać, stała się jej domem, którego nie chce opuścić.
Dziś April służy jako medyczka bojowa w batalionie „Alcatraz” 93. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej „Chołodnyj Jar”.
W czwartej — i ostatniej — części naszej rozmowy April mówi o ciężarze odpowiedzialności za swoich żołnierzy, o poświęceniu związanym z rozłąką z własnymi dziećmi oraz o osobistej cenie życia w czasie wojny. Wyjaśnia, dlaczego mówi, że „szczęście przyjdzie później”, co daje jej siłę, by iść dalej, oraz dlaczego obrona Ukrainy jest dla niej również walką o przyszłość, którą odziedziczą jej dzieci.
Wdzięczność, nie duma
„Teraz nie mogę jeździć na pozycje i, szczerze mówiąc, jest to bardzo trudne. Oglądam nagrania ewakuacji, które robią nasi chłopcy — nawet ci, którzy nie są medykami — i robią wszystko, co mogą. Widzę, jak moi przyjaciele giną od dronów, a mnie tam nie ma. To jest trudne.
Oczywiście chciałabym być dumna z tego, co mogę im zapewnić i ze wszystkiego, co mogę zrobić, żeby pomóc. Ale bardziej niż cokolwiek innego chcę po prostu być tam razem z nimi.
Jednocześnie muszę rozumieć, że w swojej obecnej roli jestem potrzebna. Jestem w stanie dostarczać sprzęt na skalę, na jaką może sobie pozwolić bardzo niewiele osób. To jest teraz moja praca.
Ale jeśli zapytacie mnie o moment, z którego jestem najbardziej dumna, to nie był nim dzień, kiedy przywiozłam sprzęt. To był dzień, kiedy podeszłam do swoich żołnierzy — jeszcze wtedy, gdy byłam wolontariuszką — i powiedziałam: „Jestem jedną z was”.
Największą radość daje mi możliwość dostarczenia moim chłopakom tego, czego potrzebują. Widzieć, jak rozświetlają im się oczy, kiedy dostają coś, co naprawdę może uratować im życie — to znaczy dla mnie wszystko. Niedawno udało mi się przekazać im drona przechwytującego i było to niesamowite uczucie. Tego drona już nie ma.
Ale nie jestem szczęśliwa. Może szczęście przyjdzie później.
Jestem zmęczona. Wojna zabrała część mnie.
To, co czuję, to głęboka wdzięczność za każdym razem, gdy widzę, jak moi żołnierze wracają z pozycji. Kiedy widzę, że żyją — nawet jeśli nie wszystko jest z nimi w porządku — to jest najważniejsze. To są te szczęśliwe chwile. One dotyczą ich.”
Walka o przyszłość
„Myślę, że wojna odbiera człowiekowi wszystko, aż zostają tylko najbardziej podstawowe elementy tego, co oznacza bycie człowiekiem.
Jem, żeby przetrwać, a nie dlatego, że cieszę się jedzeniem. Wstaję każdego dnia, bo motywują mnie ludzie wokół mnie.
Ale nie robię tego tylko dla nich. Robię to także dla moich dzieci.
Straciłam z nimi tak wiele czasu. Ale poza wszystkim, co mogłabym powiedzieć o moich żołnierzach, naprawdę wierzę, że to, co tutaj robimy, ma znaczenie dla moich dzieci.
Są też telefony o trzeciej lub czwartej nad ranem, które wyrywają mnie ze snu. Jeszcze wczoraj rozmawiałam z moją córką, kiedy bawiła się na huśtawkach w Kanadzie.
Ta walka dotyczy ochrony normalnego życia we wszystkich naszych krajach.
W 2022 roku widziałam, jak człowiek po drugiej stronie świata groził moim dzieciom nuklearną zagładą.
Tak, tracę chwile takie jak odprowadzanie dzieci do szkoły czy pieczenie z nimi ciastek. Ale co się stanie, kiedy skończą osiemnaście lat? Jaki świat im zostawimy?
Nie wiem, czy nadal będzie to świat pełen chaosu, czy nie. Ale chcę móc spojrzeć im w oczy i powiedzieć, że próbowałam. Że zrobiłam wszystko, co mogłam, aby reszta ich życia była lepsza.
To mnie motywuje każdego dnia.
A moi ludzie — oni są niesamowici. Zasługują na szansę. Zasługują na kogoś, kto będzie ich głosem i pomoże zapewnić im to, czego potrzebują, ponieważ sami nie mają takich możliwości.
Dzięki mojemu wcześniejszemu doświadczeniu, pracy w mediach społecznościowych oraz temu, co robiłam jako dyrektorka fundacji i wolontariuszka przed wstąpieniem do wojska, jestem w stanie to robić. To znacznie łatwiejsze niż zaczynanie od zera.
Moja motywacja pochodzi więc z wielu miejsc. To moje dzieci. To moi żołnierze. To mój „Chołodnyj Jar”. To bycie „Babcią”.”
Dlaczego zagraniczny batalion ma znaczenie
„Jestem naprawdę podekscytowana ideą stworzenia zagranicznego batalionu.
Od dawna o to zabiegam i ludzie już zaczynają do mnie pisać. Jeszcze wczoraj ktoś wysłał mi wiadomość: „Skończyłem rozmowę kwalifikacyjną. Jestem naprawdę podekscytowany. Czy mogę zadać pani kilka pytań o brygadę?”
To daje mi poczucie dumy.
Od 2022 roku słyszałam wiele historii od obcokrajowców o trudnościach, z którymi spotykali się podczas służby w innych jednostkach. Ale ja tutaj nie doświadczyłam takich problemów.
Otrzymałem legitymację weterana i dostałem swoją „zieloną książeczkę”. Przez dziewiętnaście miesięcy moje wynagrodzenie spóźniło się tylko raz i to zaledwie o kilka dni.
Jestem zaszczycona, że mogę służyć w brygadzie, która poważnie traktuje nie tylko walkę na pierwszej linii, ale także całą administrację, dokumentację i dobro każdego pojedynczego żołnierza.
Szczerze mówiąc, każdego dnia jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo ludzie tutaj troszczą się o siebie nawzajem.
Każdy jest całkowicie oddany swojej roli.
Myślę, że właśnie dlatego ta brygada jest tak dobrze znana na świecie i cieszy się tak dużym szacunkiem.
Ludzie tutaj poważnie traktują swoją pracę. Bardzo im zależy na tym, co robią, i bardzo zależy im na sobie nawzajem.”
Mój dom, moja misja
„Nie lubię zbyt dużo myśleć o przyszłości, bo jest to trudne.
Nie wiem, czy przeżyję.
Mieszkam w miejscu, gdzie można po prostu iść do sklepu i zginąć od bomby lotniczej. To przydarzyło się moim przyjaciołom zaledwie w zeszłym miesiącu.
Kocham ten kraj.
Coraz bardziej rozumiem, że to jest mój dom.
Wiele razy rozmawiałam o tym z moimi dziećmi. Niezależnie od tego, gdzie będę na świecie, zawsze będą miały miejsce przy mnie. Chcę, żeby ta wojna się skończyła. Chcę, żeby skończyły szkołę średnią, ponieważ Kanada ma bardzo dobry system edukacji. Ale wiedzą też, że zawsze będą miały u mnie dom.
Moje dzieci wspierają moją decyzję, żeby zostać tutaj i walczyć razem z narodem ukraińskim.
To jest mój dom.
Nie zamierzam go opuszczać.
Nie wiem, jak będzie wyglądała przyszłość.
Myślę, że zostanę w wojsku tak długo, jak będę mogła, ponieważ pewnego dnia chcę zostać oficerem. To moje marzenie.
Nie wiem, jak długo jeszcze potrwa ta wojna.
Ale wiem, że będę tutaj do ostatniego oddechu.
Mogłabym teraz odejść, gdybym chciała, ale nigdy tego nie zrobię.
A życie po wojnie? Nie wiem.
Nie chcę teraz o tym myśleć, bo jesteśmy tutaj, żyjemy i właśnie to liczy się w tej chwili.
Co będę dziś robić?
Odbiorę paczki, wyślę kolejne, przygotuję się do następnego wyjazdu — i będę dalej działać.”
Dowiedz się więcej o 93. Samodzielnej Brygadzie Zmechanizowanej „Chołodnyj Jar” na oficjalnej stronie: https://www.93ombr.army
Tekst: Dmytro Tolkachov
Wideo: Dmytro Tolkachov, Oleksandr Bekker
Montaż: Oleksandr Bekker