April Huggett: Przyjechała z pomocą humanitarną. Została, by bronić Ukrainy. Część 2
Spokojne życie w Kanadzie. Obrazy z Buczy, które zmusiły ją do działania. Kiedy April Huggett po raz pierwszy przyjechała do Ukrainy, planowała dostarczyć pomoc humanitarną i wrócić do domu po zaledwie 18 dniach. Jednak rosyjskie ataki na ludność cywilną, utrata bliskich przyjaciół oraz uświadomienie sobie, że obwód doniecki stał się jej domem, zmieniły wszystko.
Dziś służy jako medyczka pola walki w batalionie „Alcatraz” 93. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej „Chołodnyj Jar”. W drugiej części naszej rozmowy April opowiada, jak przeszła drogę od wolontariuszki pomagającej cywilom do żołnierki Sił Zbrojnych Ukrainy.
Wolontariat przestał wystarczać
„Minęło sporo czasu, zanim zdecydowałam się wstąpić do wojska.
Jeszcze w 2024 roku nadal zajmowałam się pomocą humanitarną. Pracowałam w Siwersku, niedaleko Kramatorska. Zaczęłam tam jeździć w styczniu 2024 roku. W mieście nie było już prądu, a ja rozwoziłam wodę. Mimo wszystko Siwersk wciąż trwał, a wielu mieszkańców nadal tam pozostawało.
Przez około osiem miesięcy na własne oczy obserwowałam, co Rosjanie robią ludności cywilnej. W tych rejonach nie było wielu żołnierzy i niemal każdego dnia wracałam, dowiadując się, że zginęła kolejna osoba, którą znałam.
W kwietniu 2024 roku straciłam bliską przyjaciółkę, która koordynowała pomoc w mieście. Organizowała ewakuacje, decydowała, które zwierzęta trzeba ratować, jakich leków i środków potrzebują ludzie — po prostu wszystkim się zajmowała. Jej śmierć mnie złamała.
Nie przestałam jednak działać. Przestałam rozwozić wodę, ale do sierpnia nadal ewakuowałam ludzi i zwierzęta. W końcu jednak całkowicie opadłam z sił.
Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Ukrainy, kierowałam fundacją. Przyjechałam pomagać Ukraińcom. Ale myślę, że kiedy mieszka się gdzieś wystarczająco długo, ten obwód staje się twoim domem, a ci ludzie stają się twoimi ludźmi. Wtedy nie ma już znaczenia, gdzie się urodziłeś.
Znam każdą drogę od Łymanu przez Zaryczne aż po Siwersk. Znam wszystkie wsie, cerkwie, których prawie nikt nie widział, i każdą boczną drogę wokół Kramatorska.
Pracowałam tu tak długo, że patrzyłam, jak giną moi przyjaciele — moja druga rodzina — i nie mogłam nic zrobić. Rozwożenie paczek z żywnością i organizowanie ewakuacji przypominało niekończący się krąg.”
Decyzja o wstąpieniu do wojska
„Ta praca nigdy by się nie skończyła. Ale pomyślałam, że jeśli stanę u boku żołnierzy i skieruję na to wszystkie swoje siły, być może naprawdę będę mogła coś zmienić. Może uda mi się ocalić choć część moich ludzi.
Po wszystkim, co zobaczyłam w Siwersku, już latem 2024 roku wiedziałam, że Rosjanie posuwają się coraz bliżej. Widziałam, dokąd to zmierza, i chciałam pomóc bronić miejsc, które pokochałam.
To jest mój dom.
W 2024 roku poprzez swoją fundację pomagałam każdemu, kto się do mnie zgłaszał. Wspierałam każdą brygadę, która potrzebowała pomocy. Z czasem jednak postanowiłam skupić się wyłącznie na jednostkach walczących na pierwszej linii.
Wybrałam jednostki działające w obwodach charkowskim i donieckim, w tym 3. Brygadę Operacyjną „Spartan” oraz 93. Samodzielną Brygadę Zmechanizowaną „Chołodnyj Jar”.
Kiedy w sierpniu 2024 roku podjęłam decyzję o wstąpieniu do wojska, miałam już dobrego przyjaciela w 93. Brygadzie, któremu od dawna pomagałam. Jego pseudonim to Validol, a dziś jest dowódcą mojego batalionu.
Powiedziałam mu, co czuję. Zupełnie się rozsypałam.
Powiedziałam: „Mam dość patrzenia, jak umierają moi przyjaciele. Nie mogę już tego znieść. I na pewno nie mogę po prostu wrócić do domu.”
Nieustanne próby ratowania ludzi wyczerpują. A jako cywil bardzo trudno jest to robić, bo nie ma się broni ani możliwości ich ochrony. Można jedynie pomóc im przetrwać kolejny dzień.
Ale samo przetrwanie nie wystarczy.”
Dołączenie do 93. Brygady
„Validol zaproponował mi miejsce w swoim batalionie.
Na początku myślałam, że żartuje.
Ale powiedział: „Nie. Jeśli ukończysz szkolenie medyczne, pomogę ci podpisać kontrakt.”
Bardzo dobrą propozycję złożyła mi również brygada „Spartan”.
Przyznam szczerze — ostatecznie rzuciłam monetą.
Wypadł „Spartan”.
Ale kiedy zobaczyłam wynik, poczułam rozczarowanie.
Wtedy zrozumiałam, że nie chcę tam iść. Moje miejsce jest w 93. Brygadzie.
Każdego dnia jestem wdzięczna, że podjęłam właśnie tę decyzję.”
Dlaczego nazywają mnie „Babcią”
„Oboje moi rodzice zmagali się z uzależnieniami i wielokrotnie trafiali do więzienia.
Myślę, że dzięki temu mam doświadczenia i umiejętności, których wielu ludzi nie posiada. W Kanadzie system leczenia uzależnień, opieki psychiatrycznej i ochrony zdrowia jest bardzo rozwinięty i wiele się tam nauczyłam.
To pomaga mi pracować z żołnierzami z większym zrozumieniem i empatią.
Nazywają mnie „Babcią”.
To przezwisko zaczęło się od żartu, bo ciągle mówiłam: „Oj, jaka jestem zmęczona. Oj, oj, oj.”
Jeden z sierżantów zaśmiał się i powiedział: „Jesteś jak prawdziwa babcia.”
Z czasem to imię stało się częścią mnie.”
Więcej niż medyczka pola walki
„Każdego dnia robię znacznie więcej, niż przewiduje mój kontrakt.
Na początku porządkowałam dokumentację medyczną, zakładałam karty medyczne dla wszystkich naszych żołnierzy, pomagałam organizować leczenie HIV i wirusowego zapalenia wątroby typu C oraz wspierałam ich wszędzie tam, gdzie było to potrzebne.
Dziś zajmuję się wszystkim, czego chłopakom potrzeba — skarpetkami, bielizną, jedzeniem, lekami. Dosłownie wszystkim. A to jeszcze nie obejmuje mojej pracy związanej ze zbiórkami i fundraisingiem.
Moja praca nigdy się nie kończy.
Bardzo poważnie traktuję rolę „Babci”. Czuję się częścią ich rodziny. Chcę, żeby wiedzieli, że niezależnie od tego, co się wydarzy, zawsze jest ktoś, kto będzie mówił w ich imieniu i walczył o ich sprawy.
Tak, jestem medyczką pola walki i wykonuję swoją pracę medyczną. Jeśli pewnego dnia będę miała więcej sił — albo więcej ludzi do pomocy — z przyjemnością wrócę do niej w pełnym wymiarze.
Ale moje doświadczenie biznesowe okazało się równie cenne dla batalionu. Pomaga mi w pozyskiwaniu funduszy, budowaniu partnerstw i kontaktów oraz organizowaniu logistyki dostarczania dosłownie ton pomocy i wyposażenia naszym żołnierzom każdego miesiąca.
Zaczynałam na jednym stanowisku, ale z czasem moja rola ewoluowała zgodnie z tym, w czym mogłam być najbardziej przydatna.
Myślę, że to wiele mówi o ukraińskiej armii. Możesz zacząć od jednej funkcji, ale jeśli ludzie zobaczą, że w czymś jesteś naprawdę dobry, dadzą ci możliwość działania tam, gdzie przyniesiesz największy pożytek.”
Dowiedz się więcej o 93. Samodzielnej Brygadzie Zmechanizowanej „Chołodnyj Jar” na oficjalnej stronie:
Tekst: Dmytro Tolkachov
Wideo: Dmytro Tolkachov, Oleksandr Bekker
Montaż: Oleksandr Bekker