bacardi ILDU

Bacardi. Chilijczyk, który zamienił mundur policjanta na piksel Sił Zbrojnych Ukrainy

Pochodzi z Chile — kraju naturalnych kontrastów. Z ziemi, gdzie ogień andyjskich wulkanów sąsiaduje z odwiecznym milczeniem lodowców, a bezlitosna pustynia Atakama ustępuje miejsca żyznym dolinom winnic.

 


W ojczyźnie Bacardi służył jako karabinier — policjant, który przysiągł chronić obywateli i prawo. Z każdym wyjazdem na interwencję coraz wyraźniej czuł, że to coś więcej niż tylko służba. Zrozumiał, że jego prawdziwym powołaniem jest stawanie się tarczą między zagrożeniem a tymi, którzy nie są w stanie obronić się sami.

Poczucie odpowiedzialności nie zna granic. Gdy Rosja rozpętała wojnę przeciwko Ukrainie, a cywile stali się celem ostrzałów, zobaczył znajomy obraz — ludzi potrzebujących ochrony. To właśnie zaprowadziło go na linię frontu rosyjsko-ukraińskiej wojny:

 

 

„Przyjechałem tutaj, bo chciałem pomagać ludziom. Zobaczyłem, że giną dzieci — szczególnie w Mariupolu. Widziałem wyczerpanych żołnierzy. Moim zdaniem to, co robi Rosja, jest zbrodnią. Konflikty można rozwiązywać innymi metodami. To jak przeciwstawienie się chuliganowi i czuję, że mogę pomóc powstrzymać tę przemoc”.

 

 

Zanim trafił na Ukrainę, wybrał już drogę, na którą nie każdy się decyduje. Francuska Legia Cudzoziemska, 2. pułk spadochronowy, kompania górska — służba tam oznaczała codzienną próbę wytrzymałości i charakteru. To doświadczenie go zahartowało, jednak prawdziwy front był dopiero przed nim:

 

 

„Służyłem dwa i pół roku. Kontrakt zwykle trwa pięć lat, ale rozwiązałem go wcześniej, bo chciałem trafić na prawdziwą wojnę. Ważne było dla mnie sprawdzenie swoich umiejętności w warunkach bojowych”.

 

 

Doświadczenie służby w organach ścigania oraz we Francuskiej Legii Cudzoziemskiej zapewniło mu odpowiednie przygotowanie fizyczne i zawodowe. Jednak charakter działań bojowych w Ukrainie znacząco się różnił — większą intensywnością, wykorzystaniem technologii oraz tempem operacji. Wcześniejsza wiedza była atutem, lecz nie gwarantowała pełnej gotowości.

 

 

Aby sprostać wymaganiom frontu rosyjsko-ukraińskiego, Bacardi przeszedł specjalistyczne szkolenie dostosowane do warunków współczesnej wojny. Dopiero potem został dopuszczony do wykonywania zadań bojowych:

 

 

„Szkolenie trwało miesiąc: szturmy okopów, rozpoznanie w lesie, walki w terenie zurbanizowanym, szkolenie medyczne. Wszystko było ukierunkowane na specyfikę tej wojny, która znacznie różni się od działań bojowych w Afganistanie, Iraku czy Afryce”.

 

 

To właśnie połączenie wcześniejszego doświadczenia i nowych umiejętności pozwoliło mu dołączyć do zespołu Omega w składzie 3. Międzynarodowego Legionu Obrony Ukrainy. Ten anglojęzyczny pododdział specjalny ma opinię jednego z najbardziej skutecznych w realizacji trudnych i szczególnie ryzykownych zadań. Działają w małych, mobilnych zespołach liczących od czterech do sześciu żołnierzy, co zapewnia szybkość, elastyczność i niezawodność w walce:

 

 

„Od razu poczułem, że grupa jest niezwykle zgrana. Wszyscy są zmotywowani do służby w Ukrainie. Wszyscy mówią po angielsku, co zapewnia jasną komunikację. Podczas szturmów okopów i walk w terenie miejskim czy leśnym każdy uzupełnia drugiego, dlatego działamy jak jeden organizm. Wielu żołnierzy ma szkolenie według standardów NATO, dlatego mogę skutecznie współpracować z żołnierzami z Kanady, Niemiec czy Portugalii — podejścia mogą się różnić, ale podstawa jest wspólna”.

 

 

Omega nie przyjmuje przypadkowych ludzi. Surowa selekcja obejmuje normy fizyczne, doświadczenie bojowe i odporność na stres. To nie jest miejsce dla romantyków wojny — tylko dla tych, którzy są gotowi na odpowiedzialność i stałe zagrożenie. Już od pierwszych chwil Bacardi poczuł, że jest wśród swoich:

 

 

„Kiedy dołączyłem do zespołu, od razu zobaczyłem, że wszyscy są w doskonałej formie fizycznej, a to ma kluczowe znaczenie. Treningi odbywają się codziennie: poranne przygotowanie fizyczne, bieganie, utrzymywanie gotowości bojowej. Moi towarzysze broni to prawdziwi profesjonaliści, którzy zachowują zimną krew nawet w najcięższej walce. Mogę wyruszyć na zadanie z każdym z nich i być pewnym, że sobie poradzimy”.

 

 

W chwili naszej rozmowy Bacardi służył w zespole już około sześciu miesięcy. W tym czasie brał udział w licznych operacjach w obwodzie charkowskim — między innymi w rejonie Kupiańska oraz na obrzeżach Charkowa. Jego doświadczenie obejmuje działania obronne, skoordynowane szturmy oraz misje rozpoznawcze w najgorętszych punktach frontu.

 

 

Linia frontu nieustannie pulsowała, a niebo roiło się od dronów. Opanowanie i doświadczenie bojowe Bacardiego przyniosły mu jednak nową rolę — dowódcy grupy. Na tym froncie przywództwo nie jest formalnością. To podejmowanie decyzji pod ostrzałem, jasność myślenia i gotowość, by jako pierwszy wejść w nieznane:

 

 

„Zwykle idę pierwszy, żeby przeanalizować sytuację. Kiedy dochodzi do kontaktu — z dronem czy z wrogiem — adrenalina bierze górę i to normalne. Trzeba zachować spokój, nie myśleć o tym, że zaraz się zginie. Motywować siebie i zespół, nawet w prostych rzeczach, jak zajęcie schronienia. Im więcej komunikacji, tym większa spójność. Dlatego najważniejszą funkcją jest zachowanie spokoju i przekazywanie go zespołowi”.

 

 

Wojna dla Bacardiego to coś znacznie więcej niż rozkazy bojowe czy obrona pozycji. To świadomość wartości życia i tego, za co warto stać do końca. Choć jutro może wydawać się niepewne, poszarpane wybuchami i syrenami alarmowymi, ludzka nadzieja pozostaje niezłomna. Wśród niepewności znalazł coś, czego się nie spodziewał — relację, która wniosła ciepło w surową rzeczywistość wojny. To przypomnienie, że nawet w najciemniejszych czasach życie trwa dalej:

 

 

„Szczerze mówiąc, kiedy tu przyjechałem, zaskoczyły mnie Ukrainki — są niesamowite. Kilka miesięcy temu poznałem jedną dziewczynę i teraz jesteśmy razem. Mam nadzieję, że jeśli wojna się skończy — i jeśli żadne z nas do tego czasu nie zginie — będziemy mogli kontynuować nasz związek w Ukrainie albo gdziekolwiek indziej”.

 

 

 

Tekst: Dmytro Tołkaczow

 


Zdjęcia, wideo, montaż: Wołodymyr Patola, Dmytro Tołkaczow.